Królewna:)

Królewna:)

poniedziałek, 28 lutego 2011

Wyżyny:)

Nooooooooo ja nie wiem kto tak cudnie trzymał kciuki i skopał zadki Granulom.................wiem tylko, że to pomogło:):):)
Sobotnie wyniki okazały się być rewelacyjne............. w środę była raczej lipa..............a sobota huraaaaaaaaaa:):):)
To aż niemożliwe................no bo leukocyty na poziomie 4,6........hemoglobina 13,5..............płytki i tu szok zaskoczenie totalne z pułapu 71 skok do 364:):):) No i Granule postanowiły okazać swą łaskę.....pojawiły się w ilości 1,6:):):)
Ja nie mam pojęcia jak to się stało, że jest tak duży wzrost po tak krótkim czasie............tego to jeszcze nie było:):):)
Pani doktor też jest w szoku i z tej radości zaprasza nas znowu do szpitala..................na kolejną chemię.....wkurzyć się można..............co parę tygodni jest niby ostatni blok a potem się okazuje.................że jeszcze i jeszcze i jeszcze.....................no normalnie końca nie widać:(:(:(
Mamy się stawić w środę rano i po wynikach na 90 % zostać ....od czwartku chemsko!!!!!!!!!!!!!
No przecież w mojej pracy wylewu dostaną jak powiem..............że znowu mnie nie będzie co najmniej tydzień:(
Niestety lajf is brutal and full off zasadzkas!!!!!!!!!!!
Pisze do taty Julii, żeby może jakoś pomogli.............ale po co???? Lepiej napisać:
-A co ja mogę zrobić jak ja mieszkam daleko za granicą!!!????
No i sprawa załatwiona..............gość się wytłumaczył a ja mam się sklonować..................albo stworzyć sobie maszynkę do robienia kasy!!!!!!!!!!!!!
Oszaleję z tymi osłami....................szkoda, że moja mama nie żyje............na bank Krysia by pomogła:(:(:(
Kurde tęsknię za nią.............a minęło już 12 lat!!!!!!!

P.S.:
Jadę jutro do szpitala.............pogadać z lekarką..............może da radę troszkę przesunąć leczenie choć troszkę.............no tak jakby nie chce, żeby z tej pracy tez mnie zwolniono..................jak to miało miejsce 2 lata temu.............!!!!!!!!!!!!

Jezu zaczęłam tak pozytywnie...............a potem zaniżyłam lot do prawie doliny:):):)
Soryyyyyyyyyyyyyyyyyyy:)

sobota, 26 lutego 2011

Słoneczko wiosna idzie:):):):)

Dla Ciebie Kochane Słoneczko..............pamiętaj, ze jesteśmy z Tobą całymi naszymi nasłonecznionymi ostatnio serduchami:):):)
A ten obraz poniżej jest for You Dearling:):):) W górę sutki na te smutki:):):)


Nigdy się nie poddawaj!!!!!!! Nie wolno!!!!!!! Kategorycznie zabraniam:):):):)
My zaraz ruszamy na kontrolną morfologię.................co prawda Julia czuje się super ale Gramole....chyba się jeszcze nie wygramoliły:):):)
Ach no i mam zamówienie na bardzo lekkostrawny obiadek...............PIZZA:):):)
Tobie kochane słoneczko i innym wspaniałego weekendu:):):)

P.S.: Leży mój Miziołek na łóżeczku gładzi się po głowie i mówi:
-Nie podobają mi się te moje włosy......wyglądam jak dziadek Wicek.......jeszcze mi tylko szelek brakuje i koszuli w kratę:):):)
Hahahahaha..............niesamowita babka na głowie ma taki troszkę meszek, bo włoski próbują odrosnąć...............ale żeby od razu porównanie do dziadka Wicka:):):)

Do napisania kochani:):):):)

piątek, 25 lutego 2011

Achtung!!! Achtung!!!!

Tak troszkę z niemiecka poleciałam, bo i ten post dotyczy niemieckiego anioła:):):)

Otóż kochani...............MAMY  DAWCĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jesteśmy sobie na oddziale dziennym onkologii........zwykła kontrola tego co tam jeszcze pozostało w żyłkach Julci.............przychodzi Pani doktor i wieści są następujące:
-Proszę Pani jest dawca....jest to Pan z Niemiec......zgodny 9/10......było dwóch ale jeden się wykreślił z rejestru!!!! Będzie dostępny na przełomie kwietnia:):):)
Słyszę tę wiadomość i bardzo się cieszę.....ale w moim organizmie dzieje się coś dziwnego.........w środku ze strachu trzęsie mi się trzustka, wątroba i śledziona.........żołądek chyba wyjdzie mi uszami!!!!!
O przeszczepie wiem w sumie od dawna.......ale teraz jest taki praktycznie namacalny.................kurde najzwyczajniej w świeci mam pietra i to takiego jak stąd do Paryża:)
Wiem, że napiszecie kochani, że trzeba być dobrej myśli.....wierzyć, że wszystko się uda......ja to wszystko wiem.......ale wiecie, że to niekiedy ciężko wprowadzić w życie:)
Idę do mej królowej.....przekazuję jej te super wieści........ale królowa przewraca tylko błękitnymi oczkami i mówi:
-No i z czego się tak cieszysz??? Jak chcesz to niech Tobie coś przeszczepią!!!!!
W głowie tworzę szybka ripostę dla rozładowania napięcia:
-Ok. To niech to będzie doszczepienie jeszcze jednej głowy......będę jak smok i pożrę BIAŁĄ i będzie święty spokój!!!!!
Julcia troszkę się uśmiecha......ale za chwilkę poważnieje.....zamyśla się.......jakieś myśli błądzą po tej małej główce.......:
-Mama a co będzie jak się nie uda????
-Julcia nie ma takiej opcji!!!!Komu ma się udać jak nie nam!!!!! Zobaczysz jeszcze się będziemy z tego śmiać:):):):)
Przytulamy się......czuję jak ona tylko ciężko wzdycha.....strach nas opuszcza.....
Dla rozluźnienia włączamy na laptopie Książę Persji Piaski Czasu..............i oczekujemy na wyniki.......
Miziołek zasypia a ja wymykam się na sekundę na dół spotkać Maciejka i jego mamę moja imienniczkę....
Schodzę na dół i co się okazuje kochani dziś dzień dobrych wieści..............dla Maciejka znaleźli się potencjalni dawcy.....................może się udać.......już snujemy plany, że może spotkamy się w Poznaniu:):):)
Nawet nie wiecie jakie to super uczucie, że ktoś pragnie uratować życie mojemu dziecku...........Maciejkowi i innym potrzebującym:):):)

Z tego miejsca serdecznie wszystkim zarejestrowanym dziękuję................nie macie pojęcia ile to dla nas znaczy..................jesteście wspaniali:):):)

Nadchodzą wieści o wynikach................Leukocyty jak Cię mogę 1,6..........Hemoglobina rewelacja 12,0....
Płytki cieniutko 71...........za to Granulocytów prawie brak 0,1!!!!!!
Kurna chata tradycyjnie ostra neutropenia...............mamy mierzyć w domku gorączkę.........dbać piekielnie o buzię............i dolne narządy...............Julcia pozbawiona ochrony:(

Kochani wszyscy na raz....dwa....trzy......wysyłają pozytywne wibro o wzrost natychmiastowy Granków:):):):)


P.S.: Już na ustkach pojawił sie jakiś bąbel............ale atakujemy go tona Zovirax'u:):):):)

środa, 23 lutego 2011

Anioły z DKMS:):):)

Jestem umówiona w Fundacji z Tomaszem Oćwieja......jadę!!!!
No i jak zwykle się okazuje, ze Pani Monika niekoniecznie jest znawcą dzielnic Ochota/Włochy w Warszawie:)
Jeżdżę Al. Krakowskimi sto milionów razy w kółko......aż w końcu..........jest bingo ringo znajduje Altową:):):)
Wchodzę i na wejściu uderza mnie pozytywna energia, która płynie z tego miejsca:)
Witam się ze wszystkimi z osobna......imion już nie pamiętam (wybaczcie kochani sklerozę).....ale to są bardzo pozytywne osóbki:):):)
W jednym z pomieszczeń siedzi dziewczyna o bardzo ciepłych dłoniach:)
W innym chłopak pakujący dla Was przesyłki....uwaga....uwaga.....jego imię pamiętam.....Piotrek:):):)
Docieramy na górę.....tam wita mnie wspaniale nakręcona pozytywnie Kinga:):):) Jak się później okazuje złota kobieta:):):)
I tutaj w tym miejscu Pani Kingo (ups sorki miało być bez Pani) zatem Kinga serdeczne dzięki za wstawiennictwo....Ty wiesz gdzie:):):) Informacje potwierdziły się nazajutrz w szpitalu:):):)
Ale wracając do sprawy............pracujący tam ludzie dają siebie aby pomóc innym.......jest to najwspanialsze co może być...............poświęcać swój czas dla tych co potrzebują drugiej osoby:):):):)
Dzięki tym ludziom zobaczyłam, że tak naprawdę z tym całym problemem białaczki Julii nie jestem sama......jest ktoś do kogo można się zwrócić......kto pozwoli upuścić trochę pary.....da się wygadać.......i powie tak jak Kinga:
-Spokojnie będzie dobrze.....zobaczysz:):):):)
Dzięki tym ludziom....dzięki Tomkowi, moje wypociny docierają do Was....tych, którzy nie milczą.....nie boją się okazać serca innym:):):)
Mam nadzieję, że to właśnie dzięki DKMS i wszystkim jej pracownikom Polska i jej mieskzańcy pod względem rozumienia problemu białaczki przestaną być CIEMNOGRODEM:):):)

Tego sobie i całemu DKMS życzę:):):)
Pozdrawiam serdecznie kochani:):):)

wtorek, 22 lutego 2011

Czekając na burzę....wzeszło słońce:):):)

Tradycyjnie jak to bywa po takich bombach atomowo-wodorowych wprowadzonych do żyłek...........czekałam na znak pogorszenia zdrowia u Julii...........przyznam się, że z mojej strony jest to już chyba przewrażliwienie...............ale prawie zawsze coś było nie tak.
Tym razem kochani dzięki Waszym pozytywnym fluidom ........mój Miziołek postanowił nie ucierpieć na zdrówku.
Z tym maleńkim wyjątkiem, że stając przed lusterkiem mówiła:
-Nie chce już być taka gruba i brzydka!!!! Nienawidzę na siebie patrzeć!!!!!
Powtarzałam jej:
-Kochana, nie jesteś brzydka, masz śliczna buzię!!!!
Na co Julcia z politowaniem:
-Mówisz tak bo jestem Twoim dzieckiem i nie wypada Ci mówić inaczej!!!!!
Wymiękam jakie te moje dziecko jest sfrustrowane.......swoja figurą (spuchnięty brzuch i piersi)......brakiem włosków.....opuchnięta buzią.
Staramy się żartować pomimo wszystko......i pomalutku sterydy przestają działać i humorek wraca na miejsce:):):)
Julcia podryguje....pośpiewuje.....jest malinowo.....uwielbiam ją taką radosną:)
A'propos radosnych chwil.......dziś dotarłam w końcu do DKMS:):):)
Ale to może będzie kolejny.....odrębny post:):):)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Freedom:):):)

Jest nasz wyczekiwany od paru dni wtorek.......dzień wypuszczenia nas na wolność:):):)
Czekamy na wypis jak na szpilkach:):):)
Rzeczy spakowane......telefony od rodziców zapisane.....może to dziwne ale w tym miejscu zawiązują się nie wiem czy przyjaźnie ale bardzo pozytywne relacje:):):)
Podczas oczekiwania na panią doktor postanowiłam pobawić się w Pudziana........jedna torba na ramię, druga, trzecia......w ręku kosmetyczka.....na plecach plecak......i w drogę do bolida:):):)
I tak 3 razy:):):)
Noooooooooo.....miałam dość:):):)
I jest kochani.....mamy wypis......w piątek kontrolna morfologia i tyle nas widzieli:):):)
Jeszcze parę ścisków z towarzyszami niedoli.......czekoladki dla naszych kochanych siostrzyczek......i w drogę po brata i syna......troszkę się nie widzieliśmy.....zdążyliśmy się za sobą już baaaaardzo stęsknić.
Wychodzimy na dwór......jest zimno.....sypie śnieg w oczy i jest nieprzyjemnie.......ale moja Julcia mówi:
-Ooooooooo mamo!!!! Już lepiej marznąć tutaj niż tam leżeć!!!!:):):)
Święte słowa kochana....święte słowa:):):)

Szpitalna sesyja Macieja:):):)





Kochani ten oto malutki, słodki cukiereczek kiedyś ma mieć dziewczynę......może ma studiować......może ma nurkować.....nie wiem.....wiem jedno.....on musi żyć........DAWCY BRAK......od Was zależy czy odnajdziemy bliźniaka tego słodziaka:):):)

Wampirze walentynki:)

Przeżyłyśmy jakoś tę nockę choć nie była wspaniała:)
Bóle brzuszka minęły około 6 rano .......i dziecię jak niemowlę spało do 10:)
Obudziła się....przeciągnęła jak puma i mamcia w locie musiała wskakiwać w cichobiegi i grzać ile sił w nogach po papu dla swojej królewny:):):)
Otóż o królewskie podniebienie trzeba dbać i rozpieszczać świeżym pieczywkiem:):):)
Śniadanko zostało pochłonięte........buzia zaczęła się uśmiechać.......niestety nasza Pani doktor nie miała tego dnia zachwycającej wiadomości dla Julci....
Spadła hemoglobina do poziomu 8,7 i zdecydowano o dotoczeniu troszkę tego cennego czerwonego płynu.
Oczywiście wiązało się to z pozostaniem jeszcze jeden dzień w szpitalnym raju.....niestety ta wiadomość kompletnie mojej panience nie przypadła do gustu:):):)
I tak oto walentynki spędziłyśmy w krwiożerczych nastrojach:):):):)

P.S.: Moja nadworna malarka zajęła II miejsce w konkursie plastycznym organizowanym przez szkołę........Królewna dostała dyplomy oraz nagrody:):):):)
Więcej poprosimy takich poniedziałków.....dziecko uśmiechnięte......mama jeszcze bardziej......We are happy:):):)

Machina czasu.......

Jestem zmuszona moi mili skorzystać troszkę z machiny czasu i wrócić pamięcią do poprzednich dni....
Jest sobota 12 luty....za oknem rzeczywiście pogoda fatalna......ale to nie pogoda wpływa na kiepskie samopoczucie........to zmęczenie psychiki ciągłymi myślami, których nijak nie mogę się pozbyć.
Patrzę na kroplówkę, która tłoczy do ciałka mojej Julii okrutne cytosary......za 12 godzin podłączenie kolejnej kroplówki z tą samą trutką.......tak strasznie się boję.....wiem, że gdzieś w tym małym organizmie znajdą słaby punkt i tam będą siać zniszczenie.......przerabialiśmy to już tyle razy, że jest to raczej nieuniknione.......
Budzimy się w niedzielę o 6 rano na wkraplanie sterydów do oczek......za 3 godziny podłączają ONKASPAR......kolejny środek, który mam wrażenie, że mówi do mnie.....NIE MA ZMIŁUJ!!!!!
Pomimo wszystko siedzimy sobie jak gdyby nigdy nic.......ja zakładam maskę tej wesołej.....nieugiętej......czytamy książeczki....... malujemy delfinki na walentynki........oglądamy śmieszne filmiki.....generalnie jest sielanka.
Do chwili kiedy Julcia zaczyna tępo patrzeć się przed siebie.......nagle niekontrolowany napad złości:
-Nie będę nic robiła.....sami sobie róbcie.....to jest bez sensu!!!!!
Cóż norma trzeba odczekać aż minie.....to nie Julia się złości, tylko sterydy uszami wychodzą:)
Za chwilę z sali obok wylatuje Oskarek (4 latka) z krzykiem:
-Nie będę tego jadł.....sama sobie jedz.....ja chcę jajo!!!!!!:):):):)
Sweet home Allabama:):):) Kochane sterydy......Oskarek generalnie został okrzyknięty jajecznym królem:):):)
Julci opadły emocje.......zrobiłyśmy na kolacyjkę tosty......oczywiście z masą keczupu.....wyczytałyśmy, że keczup....przetwarzane pomidorki zawierają substancję pomagająca zwalczać nowotwory......więc teraz keczup jest dodawany do wszystkiego:):):)
Przychodzi upragniony wieczór.....wtedy na oddziale robi sie tak cicho.....błogo.....nawet mysli cichną:):):)
Przychodzi do nas jeszcze pielęgniarka z ostatnią kroplówą....tym razem leci WINKRYSTYNKA:):):)
Niestety moja Julcia budzi się w nocy ze sporymi bólami brzucha.........oj oj oj oj oj oj!!!!!!!

Musze to napisać.....:):):)

Kochaniiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ten post pewnie będzie ciut chaotyczny...................ale co tam...............to dzięki Wam mamy tyle pozytywnej energii.......że możemy obdzielić nią cały świat:):):)
Zaczęło się od mojej przyjaciółki Agi....ten mały wielki człowiek namówił mnie do pisania tego bloga.......okazuje się, że to jest moc kosmiczna:):):):)
Mało tego, że możemy pomóc Julii, to jeszcze skorzystają na tym inni:):):)
Któregoś dnia znalazła go Karina................kobieto jesteś mega wielka:):):)
Zorganizowała u siebie dzień dawcy szpiku..................tam zebrali 348 nowych ludków chcących dać życie:):):)
Potem następny krok.....kontakt z Tomaszem z DKMS......to właśnie z nim spotykam się jutro, żeby próbować dalej pomóc:):):)
To właśnie dzięki Tomaszowi z DKMS blog trafia do Was kochani.......wszystkim Wam dziękujemy za słowa otuchy.....nawet sobie nie wyobrażacie ile to dla nas znaczy........tyle ciepła okazanego nam....jesteśmy dla Was zupełnie obce....a pomimo tego czujemy się jakbyśmy się znali od dawien dawna:):):)
Gdybym mogła wyściskałabym Was:):):)
Czytałam Wasze komentarze Julci......Wasza pozytywna energia działa cuda.......mój mały Miziołek słuchając czytanych przeze mnie słów.....uśmiechała się od ucha do ucha:):):)
Dziękujęęęęęęęęęęęęęęęęę.......jej uśmiech to jest dla mnie największa nagroda:):):)

P.S.:Wiadomości z ubiegłego tygodnia pojawia się dziś wieczorkiem..........niestety miałam totalny brak zasięgu....jak w matni:):):)

sobota, 12 lutego 2011

Chcemy do domku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie wyobrażacie sobie jak już jest ciężko pod względem psychicznym.............nasze zasoby pozytywnego myślenia i humoru radykalnie się wyczerpały!!!!
Coraz częściej dochodzi między nami do spięć.....Julcia budzi się i już z założenia rozpoczęcia nowego dnia ma pretensje.
Jest już umęczona szpitalem i osłabieniem spowodowanym chemią.
Dziś nawrzucała mi w łazience ile wlezie.............moja wina była, że chłodno jest......że musi się przebrać.......że musi brać tabletki..................generalnie całe zło świata było moja winą....nawet powracająca zima!!!!
Przyjęłam to dzielnie na barki mówiąc jej:
-Miziołku co byś nie mówiła i tak Cię kocham:):):)
Wkurzyła się dodatkowo mówiąc:
-Ja mówię o niebie....Ty o chlebie!!!!!
No i masz babo placek.....chcesz człowieku dobrze a wychodzi jak zwykle.............
Klops chandra dopada dziecko...........pieprzone sterydy dają w bańkę!!!!
Chcemy do domku..............tam będzie dużo lepiej!!!!!!

piątek, 11 lutego 2011

Ciaciejka.....:)

Idziemy do przodu..........choć wolałybyśmy, żeby jutrzejszy dzień nie nastąpił.
Zaczynamy od północy z podaniem kropli sterydowych do tych cudnych błękitnych oczek........następna porcja o 6....12.....18.
Oczki muszą być chronione przed tym świństwem, które będzie podawane jutro od godziny 8 rano!!!
Czyli dzień nie zacznie się zbyt pozytywnie.....
Boję się tego jak jasna cholera.......pytacie dlaczego????
Dlatego, że piekielne Cytosary.............robią dzikie spustoszenie w krwi, która i tak już jest osłabiona!!!!
Po ostanim bloku z tym dziadostwem Julia nie mogła dojść do siebie dobry m-c!!!!!
Cała nadzieja w mocach piekielnych.....kosmicznych i przesyłanych od Was pozytywnych wibracjach:):):)
Dziś na oddziale nie obyło sie bez przykrych widoków i smutku......
Jest tu pośród nas chłopczyk 9 letni Kacperek.....bardzo cierpi.....od soboty (jakby nie liczył tydzień) nic nie je.....a wszystko co jeszcze było w tym małym ciałku wylatuje wszystkimi możliwymi otworami!!!!!
Lekarze nie bardzo wiedzą co się dzieje........a on tak bardzo cierpi!!!!!
Na jego buźce widać cierpienie...............więc pytam sie dlaczego???? No dlaczego????
Jest z nami Wojtek 14 lat, nasz sąsiad łóżko obok.............ma duże nadżerki w buźce....co 3 godziny płucze lekarstwami, które powodują spory ból.............siedzi na łóżku i buja się w tył i przód.....
Wyciąga włosy z głowy i pyta się mnie:
-Prosze Pani a Julii później te włosy odrastały???? Czy one mi odrosną????
-Jasne Wojciechu, będziesz miał afro jak Bob Marley:):):)
Staram sie żartować ale jest tak piekielnie ciężko patrzeć na cierpienie tych małych ludzi!!!!
Jest tez Maciuś 1,5 roku............maleńka pociecha oddziału.......albo mama nosi tę kruszynkę na rękach i tuli do piersi...........albo tata wozi po korytarzach na krzesełku na kółkach:):):)

Kochani ten mały bohater został ochrzczony Ciaciejką:):):)
Błagam pomóżcie mu................idźcie.......biegnijcie.......namówcie sąsiadów.....wujków.....siostry...mężów.....wszystkich i idźcie, ZGŁOŚCIE SIĘ DO BANKU DAWCÓW!!!!!!!!!
Proszę dla Maciejka-Ciaciejka, który ma gilgotki na szyjce NIE MA DAWCY................
Błagam.............on jest taki słodki.............postaram się zrobić foto tej ślicznocie i wkleić:):):)
Dodatkowo okazało się, że to nasz sąsiad z miejscowości Wieliszew, gdzie jeździłyśmy pływać na Wodociągach:):):)
A Wy nie pozostańcie obojętni.....wierzę w Was z całego serca:):):)

czwartek, 10 lutego 2011

Nadworny malarz....architekt:):):)

Kolejna nocka upłynęła nam na snach przerywanych co 2 godzinki..........pomiarami PH moczu....słodko:)
Cały bal podawania chemii zwanej metotrexatem polega na tym, że............nie może on zalegać dłużej niż 24 godziny w organizmie................bo może spowodować duże bubububu!!!!!!
Więc biegamy do toalety jak szalone i robimy zawzięcie pomiary....................bilans płynów wskazuje na to, że jest wszystko ok:):):)
Dzień spędziłyśmy jak przystało na kobietki nudzące się okrutnie.............szukając sobie dziwnych zajęć:):):)
Ja zaczęłam dzień od przecinania paseczków do pomiarów PH............może zajęcie niezbyt rozwijające............ale czymś głowę i ręce zająć trzeba:):):)
Potem były rysunki..........hurrrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaa!!!!!
Dopadłyśmy się z Julią do akwarelowych kredek jak wygłodniałe sępy na padlinę:):):)
I zaczęłyśmy tworzyć................to był raj, powstawał obrazek za obrazkiem:):):)
Moja Królewna została okrzyknięta przez obserwujących.................nadwornym malarzem:):):)
Jej prace zostały wystawione do konkursu................Mamiszon dumny był piekielnie ze swego Miziołka:):):)
Julinek generalnie projektuje stroje...........tworzy projekty wizażu:):):)
Na propozycję naszej Pani Psycholog:
-Julcia możesz się kształcić w tych kierunkach....
Miziołek z oburzeniem stwierdziła:
-O nie....nie!!!! Na pewno nie!!!! Ja muszę być weterynarzem!!!!:):):)
To się nazywa silna wola i charakterek:):):):)

wtorek, 8 lutego 2011

Tak...tak....:)

Noc przebiegła w miarę spokojnie...........na oddziale co trochę było słychać tylko stukot chodaków siostry Marysi:)
Nasz współlokator nie chrapie, jego mamusia również spokojny susełek............i chwała im za to:):):)
O 7 rano zbudziła nas oddziałowa tymi słowy:
-Dzień Dobry.....jest godzina 7 rano:):):)
Niby nie szarpała za ramię i nie wrzeszczała do ucha ale i tak wiedzieliśmy co autor ma na myśli:):):)
Poszły w ruch pierwsze sterydy.......winkrystynka (taka chemia....cytostatyk....tylko nazwę ma słodką).
Godzina 9 stawiamy się na zabieg.......usypiają moja królewnę....
Za każdym razem jak patrzę jak bezwiednie zamyka oczki............przechodzą mnie ciarki..............i w duchu modlę się.............żeby się obudziła.....
Uffffffffffff wróciłyśmy.............Julia jak zwykle po narkozie ma nerwy.........ale wiem, że będzie dobrze............chociaż ona jak zwykle wie swoje:
-Boli mnie biodro.............na pewno coś zepsuli i już do końca życia będzie mnie bolało!!!!!
Oczywiście jeszcze usłyszeliśmy, ze nikt tego nie rozumie i generalnie jesteśmy beeeeeeeeeee!!!!!!
Ale to jest norma po tych zabiegach...........więc luz:):):)
Pospała 1,5 godzinki.......wstała............pojadła i było juz spokojnie:):):)
Porysowałyśmy kredkami.............pojadłyśmy dobre rzeczy..................dzień generalnie poza porannym incydentem mija spokojnie......leniwie.........oby tak dalej:):):)
Generalnie wiem, że to dzięki Wam i Waszym pozytywnym fluidom:):):)
Bądźcie z nami......to naprawdę pomaga i działa jak balsam...................Andrzejku wspaniały ludku...dziękuję z całego serducha:):):)
Od razu lżej na sercu:):):)

P.S.: Siedzimy na korytarzu.......idzie lekarz i mówi do siostry:
-Tak......tak.....
Siostra na to:
- Krowa to piękny ptak:):):)
Pozytywny klimacik:):)

Do napisania.................

poniedziałek, 7 lutego 2011

Naczinajem twista:):):)

No Kochani w górę serca..........od dziś potrzebujemy wzmożonego wysyłu pozytywnych wibracji:)
Dziś nasza pierwsza z sześciu nocka w szpitalnej sali..............łózko polowe rozłożone........nic tylko się delektować:)
Julia już jest po badaniach wątroby............i o dziwo pomimo dzisiejszego posiłku w KING KEBAB.........wątroba prezentuje się super...........ach cuda działa ta nasza wersja diety lekko strawnej:)
Wczorajszego popołudnia miał miejsce mały krach podczas zabawy...............podczas którego niestety ucierpiała moja królowa...........i jak to ona stwierdziła:
-Na pewno mam złamaną kość i będę miała operację!!!!
Normalnie niech żyją hipochondrycy:)
Jest godzina 22:46, Pani doktor niedawno przyniosła nam wieść, że kości są całe..............a Julia stwierdziła, ze na pewno coś jest nie tak, bo ją za bardzo boli............jej nie przegadasz..........dziewczyna wie swoje i już:)
Jutro poranek zaczynamy od nakłucia lędźwi....................więc kciukersy w górę............w Was moc....wiara i nadzieja:):):)
Spokojnych..............

Początek tygodnia.....początek problemów!!!

Gdybym tak miała niekiedy na coś wpływ......no mam wrażenie, że moje życie toczy się obok mnie!!!!!
Dziś rano dostałam telefon ze szpitala........
Zaczynamy od jutra rana toczenie syfu do Julii organizmu..............
Niby dobrze, że się ogarnęli.............ale w mojej pracy niestety nie są zadowoleni...............
Cyt.:
-Wolne na cały tydzień.........wie Pani......skoro Pani musi.........ale na wypłatę to będzie miało wpływ niestety!!!!!!!
Nie no kurde jasne................weźcie mi jeszcze pomyje na głowę wylejcie......dlaczego nie!!!!!!!!!!!!!
No przecież nie mogę zostawić Julii samej w szpitalu................
Wymiękam sytuacja jest po prostu patowa!!!!!!!!!!!
W oczach strach......w portfelu wiatr.......i bądź tu człowieku dobrej myśli..................
Kochani czy jest ktoś pośród Was kto może choć ciut.....kropelkę.....odrobinkę pomódz?????
Mam wrażenie chwilami, że jestem głównym bohaterem dramatu............
Ktoś mi kiedyś powiedział:
-Monia Ty to jesteś jak taki Rusek, który w okopach z granatem siedzi..............gotowy na czołgi iść!!!!
Taaaaaaaaa.............teraz to ja czuję, jakby ten czołg się po mnie przetoczył!!!!!!!!!!!!!!!!
Hilfeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!

sobota, 5 lutego 2011

SUMPTUASTIC - Niepokonani



Tym jednym życiem trzeba żyć......nikt nie pokona nigdy nas.....nie mają szans:):):)
Hahahaha:):):)
Niesamowicie mi dzis leżą te słowa.......życzcie powodzenia.....jedziemy do szpitala rozmówić sie z paroma osobistościami!!!!!!
Ale piosenka............normalnie mnie uskrzydliła:):):)
Do napisania............ta, która nie poddaje sie bez walki:):):)

piątek, 4 lutego 2011

Że co....że jak????

Przyjedźcie.....nie przyjedźcie......bądźcie......nie bądźcie.......może tak.....może nie.....i tak jest od środy!!!!
Jest środowy ranek....wszystko przygotowane do wyjazdu......w pracy ustalone wolne dni.....telefon:
- Z tej strony lekarz prowadzący Julię (nazwisko objęte cenzurą....mam litość)....wie Pani nie ma wolnych miejsc i nie mam gdzie położyć Julii....przyjedźcie jutro!!!!
Ależ oczywiście.......najpierw straszą człowieka, że za duży odstęp czasu......nie wolno tyle bez chemii......BIAŁA może wrócić.................a potem wie Pani nie ma miejsc!!!!!!!!!!!!!!!
Czwartek rano.........po raz drugi jesteśmy gotowe.....telefon:
- Z tej strony lekarz prowadzący Julię......wie Pani w szpitalu nie ma leku metotrexatu.....bez tego nie możemy zacząć bloku............zabrakło pieniędzy!!!!!!!!!!!!!!! Może będzie w poniedziałek!!!!!!!!!
Wiecie co mam ochotę napisać???????????????
No ja pierdolę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dzieciaki chorują na cholerstwo, które bezpośrednio zagraża ich życiu...........................a tu nie ma podstawowego leku!!!!!!!!!!!!!!!
No Panowie i Panie tym razem to woła o pomstę do nieba!!!!!!!!!
Bez tego jest klapa!!!!!!!!!!!!!
Zaproponowałam Pani doktor, że może ja sama kupię ten lek i go wtedy podadzą.....................okazuje się, ze to nie takie chop siup!!!!!!
Mogę kupić ale zamiennik....................1000 zł pęknie ale przynajmniej jakoś się uda...................no przecież nie można pozwolić, żeby BIAŁA wróciła!!!!!!!!
Dorotka dziękuję za dołożenie się do puli:)
Gdyby nie Wy.................nawet nie chcę myśleć co by sie mogło stać!!!!!!!!!!!!!
Żyjemy w bardzooooooooooo dziwnym kraju!!!!!!!!!! Żeby w szpitalach był taki dramat!!!!!!!!!!!!!!
Mało tego, że leki daja zamiast w jednej tabletce 400 mg................w czterech 100 mg (bo tak mają zakontraktowane!!!!!!)..................to jedzenie jest jak to Julia mówi..............gotowane na szmacie!!!!!!
Masakra..............mam cichą nadzieję, że w końcu dojdzie do tego przeszczepu i że będziemy coraz bliżej końca tej mordęgi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie życzę nikomu doświadczania zapoznawania się od kuchni z przyjacielem NFZ:):):)

P.S.: Tak na marginesie, to mój Miziołek czuje się rewelacyjnie..............podjada kapuśniaki (oczywiście lekkostrawne:))......bawi się z pieskiem na dworku..................ogląda ze mną komedie romantyczne...............i sieje swoje dzikie mądrości na każdym kroku, typu:
- Mamo skoro kwiaty łysieją na zimę a na wiosnę znowu maja listki.....................to czy ja jak posmaruje głowę odżywką do kwiatów.......to tez na wiosnę będę miała włosy????????????
-Tak Julciu oczywiście............tylko zielone:):):)

Dobrej nocy życzę uffffffffff w końcu piątek weekendu początek:):):)

wtorek, 1 lutego 2011

Meteoryt:)

Zwracam się do Was Panowie i Pani o intensywne generowanie pozytywnej energii tak bardzo nam teraz potrzebnej.....
Osobiście od dwóch dni czuje się jakbym brodziła w bagnie, które wciąga i nijak nie ma ucieczki.....ale to tylko taka mała dygresja od tego co ma się wydarzyć!!!
Jutro lądujemy z Julcią znowu na kolejnym bloku chemio terapii, miał być już spokój do przeszczepu ale niestety wydłuża się oczekiwanie.
Jutro o 18 pobrania krwi, w czwartek cały ranek bez jedzenia i picia i zaczynamy bal od usypiania i wkłuwania w rdzeń kręgowy i szpik!!!!!
Znowu trzeba organizować wolne w pracy............i modlić się żeby ten pracodawca nie okazał się taki jak poprzedni i wspaniołomyślnie nie pozbawił mnie pracy!!!!
Czy możecie w to uwierzyć, że znając sytuacje można pozbawić człowieka w pracy, bo bierze wolne na dziecko i wówczas jest nierentownym pracownikiem???? Ludzie z taką skrzywiona psychika tez istnieją!!!!
Postaram się relacje z przebiegu tego pobytu pisać na bieżąco tak jak obiecywałam.....:)
Trzymajcie kciuki kochani za moja małą bohaterkę i za mój kręgosłup, bo zamierzam spać na polowym łóżku............
Przepraszam za mały chaos myślowy w tym poście........ generalnie moja psychika ostatnio przeżyła zderzenie z meteorytem:(
Do napisania....JA.